DESTYLACJA

 

OPIS DESTYLATORA DOMOWEJ ROBOTY - MODEL KLASYCZNY, WIEJSKI*

Jest to tekst przeznaczony dla początkujących producentów oraz osób planujących rozpocząć produkcję nie oczyszczonego alkoholu etylowego inaczej boskiego nektaru, wody rozmownej lub po prostu bimbru. Z góry proszę o wybaczenie znawców tematu
 za ewentualne błędy merytoryczne oraz panią od polskiego za interpunkcję. W tej części  opisuję w jaki sposób można niewielkim nakładem środków wykonać destylator konieczny do produkcji wiadomej substancji.

Destylator składa się z zamkniętego naczynia, w którym jest ogrzewany zacier oraz chłodnicy, gdzie pary alkoholu (a także pewne ilości wody i sporo mniej sympatycznych substancji) ulegają skropleniu. Osobiście polecam bardziej zasobnym amatorom własnego koniaku, whisky itp. zakup  gotowej, szklanej chłodnicy w sklepie. 
W zależności od wielkości i jakości chłodnica taka może kosztować od kilkunastu do kilkudziesięciu złotych. Wielką zaletą szkła poza oczywiście ogromną wytrzymałością mechaniczną jest chemiczna obojętność, więc możemy liczyć na to, że oprócz tego 
co wyparowało z zacieru nie będziemy spożywać żadnych metali, tlenków, chlorków i tak dalej. 
Ja uznałem że mnie nie stać. Ponadto według niektórych źródeł przed chłodnicą powinien znajdować się tzw. deflegmator, czyli część destylatora, w której skraplają się w stosunkowo wysokiej temperaturze pary mniej lotnych substancji. Dzięki temu skropliny (bimber) są bogatsze w alkohol i częściowo pozbawione  mniej pożądanych substancji o wyższej niż etanol temperaturze wrzenia. Osobiście jeszcze nie próbowałem, jednak w planie mam wykonanie deflegmatora z litrowego słoika - będzie on umieszczony pomiędzy bańką a właściwą chłodnicą (skraplaczem). Postaram się opublikować jak najszybciej (czyli przed emeryturą) opis efektów tego ulepszenia.


rys.1. schemat destylatora

Do wykonania destylatora potrzebowałem starej cynowanej(!) bańki po mleku, trzech metrów miedzianej rurki o średnicy zewnętrznej 8mm (miedź miękka), niewielkiego kawałka cienkiej cynkowanej blachy stalowej, i trochę wężyków. Z blachy wykonałem puszkę z czterema otworami na doprowadzenie wody chłodzącej oraz na końce rurki. W środku puszki znajduje się spirala z rurki i tu rada dla roztargnionych: spiralę należy włożyć do puszki przed zalutowaniem. Aby zacier nie został przegrzany co mogłoby spowodować niekorzystne zmiany chemiczne oraz destylację mniej lotnych substancji obecnych w zacierze krótko mówiąc smród, bańka z zacierem jest ogrzewana pośrednio, czyli znajduje się w kociołku z wodą. Dodatkowo można do bańki wrzucić kilka kawałków potłuczonego fajansu, porcelitu, kamyków lub czegoś podobnego aby zwiększyć powierzchnię parowania. 


rys.2.  Układ sprawdzony w moim laboratorium

Aby ograniczyć zużycie paliwa, w moim przypadku gazu z butli turystycznej 2kg, kociołek jest izolowany termicznie za pomocą czegoś kudłatego i niepalnego(!) wydobytego ze starego parnika. Podejrzewam, że w sklepach z artykułami budowlanymi materiałów izolacyjnych nie brakuje, więc Wasze laboratoria nie muszą wyglądać tak profesjonalnie jak moje. Dodatkowo między bańką a kociołkiem znajdują się stare waciane portki, których zadaniem jest ograniczenie utraty ciepła przez parowanie. Przy sprzyjającym wietrze taka butla może wystarczyć na 3-4 dwudziestolitrowe bańki (z tym, że przed uruchomieniem maszynerii do kociołka nalewam wrzątku aby skrócić czas destylacji - mimo to rozruch trwa około 2 -3 godzin). Z takiej bańki napełnionej średniej mocy zacierem uzyskuje się około 2,5 litra bimbru 
o mocy 50-60%. A’ propos pojemności bańki właśnie gdy piszę w moim laboratorium na posadzce powstała spora kałuża z wyplutego zacieru więc pozwolę sobie zaapelować o ostrożność i umiar w napełnianiu bańki zwłaszcza gdy zacier zawiera ciała stałe. 
Nie będę straszył wybuchem bo to niezła rozrywka ale rurka po takim wypadku jest 
po prostu zasyfiona. Uwagi na temat lutowania: jeżeli ktoś ma dostęp do blachy miedzianej to gorąco polecam gdyż lutowanie blachy cynkowanej wymaga użycia kompotu otrzymywanego przez wrzucenie kilku kawałków cynkowanej blachy do kwasu solnego. Powstały chlorek cynku rozpuszcza tlenek cynku powstały na powierzchni metalu. Miedź można po prostu oczyścić mechanicznie.  Druga uwaga: należy unikać kontaktu połączeń lutowanych z artykułami spożywczymi z naszym produktem na czele ponieważ lutowie zawiera ołów. Osobom pragnącym poznać dokładnie szpitale, sanatoria i uroki życia z renty polecam również stosowanie ocynkowanych naczyń na zacier. Połączenie bańki z rurką musi być szczelne jak również sama bańka aby cenne opary nie ulatywały w przestrzeń i nie powiększały dziury ozonowej. Uszczelka, w jaką fabrycznie wyposażona jest bańka nie jest przystosowana do wysokich temperatur, więc szybko się zużywa i trzeba uważać, aby w porę ją wymienić.


rys.3. chłodnica z cynkowanej blachy stalowej

Aby destylator dało się zdemontować i nieuszkodzony mieścił się w radiowozie połączenie nie powinno być trwałe. W swoim sprzęcie użyłem mosiężnej końcówki
 z opryskiwacza, którą przykręca się do bańki. Tutaj mała niekonsekwencja: końcówka jest przylutowana do rurki – ale w końcu każdy kiedyś umrze.


rys.4. połączenie chłodnicy z bańką

Moc uzyskanego produktu zależy od mocy substancji destylowanej i według moich pomiarów wynosi 50-60% przy destylacji jednokrotnej i ok. 80% po drugim pędzeniu (takie wyniki uzyskuje się bez deflegmatora). Należy podkreślić, że dwukrotnie pędzony bimber traci wiele cenionych przez prawdziwych koneserów cech, które odróżniają go od pospolitej wódki, krótko mówiąc prawie nie śmierdzi. Podejrzewam, że trzykrotnie pędzony bimber godny jest królewskich stołów jednak mnie nie było stać na takie poświęcenie czasu i paliwa. Muszę zwrócić w tym miejscu uwagę na destylację przefermentowanych śliwek. Jest to buroczerwona breja o przyjemnym zapachu, która po pierwszej destylacji (niestety tylko raz miałem taką przyjemność) daje trunek przedniej jakości choć w moim wypadku był on niezbyt klarowny. Destylacja dwukrotna czegoś takiego powinna być zabroniona jako profanacja i marnotrawstwo. Poza tym uwaga techniczna. Wyżej wspomniana breja powiększa znacznie swą objętość po ogrzaniu  więc trzeba zmniejszyć jednorazowo destylowaną porcję zacieru. 

PRZEBIEG DESTYLACJI

Jako pierwsze destylują lżejsze substancje, tzw. przedgon (np. aldehyd octowy, metanol czy mrówczan etylu ) dlatego podobno lepiej jest nie pić tego co skropli się na samym początku. 
Z moich doświadczeń wynika, że na początku destylacji bimber ma bardziej przyjemny zapach, który psuje się aż do momentu, gdy bimber cuchnie jak palony papier i nabiera żółtego zabarwienia (wtedy kończę pędzenie). Mimo to zawsze na początku odstawiam około 0,15l albo nawet ćwiartkę i oznaczam jako "ślepotka".  Spotkałem się z opinią, że wystarczy 50ml, ale kto to wie? Pomiar zawartości alkoholu alkoholomierzem,  gdy proces uznaję za zakończony daje wynik ok. 30% jednak nie uwzględnia zawartości innych składników takich jak wyższe alkohole i estry (skalowany jest dla roztworu czystego etanolu w wodzie). Uczciwość(?) każe wspomnieć, że bimber zawiera również związki, które ze względu na zbliżoną do etanolu temperaturę wrzenia ( 78 stopni ) są praktycznie nie do usunięcia przez destylację. Są to alkohol izopropylowy (82) oraz octan etylu(77). 

 

RZYKŁADOWE KONSTRUKCJE DESTYLATORÓW

*nazwanie mojego destylatora klasycznym może być potraktowane przez ludzi 
z branży jako pewne  nadużycie, gdyż równie dobrze można tym mianem określić maszynerię wykonaną z dwustulitrowego elektrycznego parnika do ziemniaków. Mam jednak nadzieję, że ta niewielka nieścisłość zostanie mi wybaczona.